Cały dzień w domu ... wstałem zrobiłem sobie jajecznicę z numerowanych jaj ogranełem na swój sposób pokój ( znalazłem myszkę i klawiaturę znaczy się )
i jak zwykle: muzyka, gra, rozmowa z moją miłością i z innymi ludzmi którzy odczuli potrzebę do mnie napisać ... i tak siedziałem sobie bijąc rekordy w małyszu i co jakiś czas robiąc sobie pożywienie co by nie umrzęć z wycieńczenia. Raj się skończył o 18 ... moja dominująca lokatorka mieszkania płci żeńskiej uświadomiła mi że mój byt jest bezsensowny i żebym ruszył dupę gdzieś ... np. do brata ... pomyślałem sobie "nie chce mi się" po czym ubrałem się i powiedziałem że jadę odwiedzić brata ... wychodzę na dwór ubrany w nową kurtałę z myślą że jestem tak zajebisty że chyba nawet biletu na K nie będę kupował ale w ostateczności doszedłem do wniosku że nie łądnie oszukiwać MPK i kupiłem nienormalny bilet ... na pętli już stał niebieska rakieta - rydwan bogów ... tramwajem przez blebs zwany numerem 14 się mieniący ... uśmiechnięty wsiadłem i po chwili mknąłem na spotkanie cywilizacji ...
... pierwotny stan rzeczy nie zmienił się od ostatniej części dalej byłem ubrany w zajebistą kurtkę i mknąłem w kierunku gaju na spotkanie z bratem który BTW nic o odwiedzinach nie wiedział ... co mu będę głowę zawracał pierdołami ... jest na GG to ma być w domu - proste.
Tak więc jadę sobie wcale nie wolno ... widać że motorniczy ma wprawę w prowadzeniu tego wechikułu bo za nic ma przystanki i tylko mi wesoło migają za oknem ... kubica tramwajów. Pomyślałem sobie a co jeśli ktoś był na przystanku za wiatą i go nie było widać a motorniczy się nie zatrzymał i facetowi być może uciekł bardzo ważny szynopojazd - może nawet do rodzącej żony albo jako świadek na ślub ... w ostateczności dochodzę do wniosku że gówno mnie to obchodzi i ważne jest że ja siedzę i jadę wygodnie. Przelatują za oknem kolejne przystanki. Pan rakieta w końcu się zatrzymał na jakimś przystanku i wsiadło paru ludzi ... jakaś grupka EMO-ludków pod opieką innego EMO-wodza, nie wiem chyba jechali na jakąś EMO imprezę ... odczułem nawet z nudów chęć przyłączenia się do nich i razem uczestniczyć z nimi tego wieczoru w obrzędach płaczu, kuleniu się w kącie i mówieniu o samobójstwach ale porzuciłem i tą ideę - bałem się o to że jeśli już będę musiał popełnić samobójstwo - tak wiecie, na serio serio - to kurczę poplamię sobie odzież ... a zabijanie się bez efektu - bez bryzgów krwii i kawałków ciała wszędzie - to nie w stylu EMO więc podziękowałem im w duchu ... wróciwszy do rzeczywisotści stwierdziłem że najważniejsze jest to że jadę i mam na sobie zajebistą kurtałę i że przybliżam się do celu podróży zamiast się od niego oddalać ... świat był piękny - przyszłość cudowna a teraźniejszość ostro nudna ... za oknem powoli wyłaniały się światła Breslau City ... EMOludki głośno się śmiały .. podejrzane co nie?
... motokubica trochę zwolnił od kiedy na horyzoncie zamajaczyły światła wierzowców i zaczeło się na ulicy robić więcej samochodów ... w sumie nawet rozumiałem faceta bo szkoda ryzykować obdrapania lakieru albo pobrudzenia go krwią niewiernych i tych których stać na własne cztery kółka ( czyt. pierdoleni kapitaliści, chciwcy i dusigrosze ) ... wysiadłem na Staszica zostawiająć EMO-hołotę w tramwaju własnemu losowi i skierowałem się na przystanek K gdzie tym razem czerwono-zółta śmierć miała być za jakieś 4 minutki. Upewniłem się że dane z przystanku pokrywają się z tymi z internetu ( co nie zawsze jest takie oczywiste!!! ) i szczęśliwy zaczałem sobie organizować czas ... kopnąłem puszkę po coli, zapoznałem się z rozkładem jazdy tramwajów którymi nigdy w życiu nie jeździłem i nie zamierzam oraz pobawiłem się telefonem na zmianę odblokowując i blokując go ... taki tik ale miło zabierający czas ... patrzę na zegarek ... mineło 30 sekund ... kur** mać no w tym tempie to zdechnę z nudów tutaj a mogłem zdychać w cieple w domu bijąc rekord małyszem na skoczni K250 ... rozglądanełem się i zauważyłem witrynę z sukniami ślubnymi ... jak w transie podszedłem bliżej. moja chciwe oczka zaczeły podziwiać te piękne cyferki ukłądające się w łączną cenę 1500 zł ... ( słowo klucz: OCIPIELI! ) zakodowałem sobie kolejny argument pzreciwko ślubowi kościelnemu i patrzę dalej ... o! można zamówić ( fuck muszę sprawdzić jak się to piszę u wujka googla ) ... rolls royca ! nie wiem ile by chcieli za taką usługę ale myślę że i tak mam to w dupie bo ślub kościelny zajmuje w moich planach perspektywicznych to samo miejsce co troska o zeszłoroczny śnieg ... nagle za moimi plecami rozległ się pisk opon i tupot stóp tudzież jęki i odgłosy zabawy ... zaparkowała K-aczka ... Emobus który zawiezie mnie wprost pod blok brata ...
... jak moja nigdy nie-myląca-się intuicja mi dobrze podpowiadała Emobus zapchany był ludzmi ... pare osób już zaczeły imprezować drinując jakiegoś browara, pare pół-nagich lasek i paru Davidów Beckhamów z bicepsami jak moje uda rozmieściło się bez łądu i skłądu po całym vanie robiąc równocześnie za modeli najnowszej mody HOUSE CroppTown itp ... no w końcu piątek czemu ja się dziwię ... oczywiście w autobusie zająłem miejsce dla vipów i jedyne słuszne dla posiadacza takiej zajebistej kurtki jak moja czyli z tyłu miejsce oczywiście stojące ( co by kurtki nie zniszczyć siedzeniem ). Kasuję mój nienormalny bilecik , wyjmuję telefon ( to jakiś tik mówię wam ... odblokowuję i blokuję klawiaturę w fonie bez powodu jak jakiś tak-takowy psychopata ) i zaczynam patrzeć EMOlachonom głeboko w oczy żeby wiedziały z kim mają doczynienia ... autobus rusza i ... bum! jakiś jegomość żulem na ulicy zwanym a w autobusie mający tymczasowo kryptonim "pasażer autobusu lini K" nie wytrzymuje presji i narzucanych przez grawitację praw i leci na mnie machając rękami panicznie szukając zaczepienia ... na darmo ... ale myślę sobie ... mam dobry dzień jestem zajebisty mam kurtkę i w ogóle mam paszport polsatu więc łapię kolesia pomagam mu złapać równowagę i przyjmuję do wiadomości tekst "pzrepraszam bardzo!" ... brzmiał on trochę jak "pszeebłaszam błdo" ... ale to szczegół nie warty dłuższego przemyślenia ... autobus lini K był już w drodze na Gaj ... nic nie mogło mu stanąć na drodze do mojego celu ...
Akcja z żulem na pewno zrobiłą ze mnie bohatera w oczach tych wszystkich lasek w banie ... ale myśle sobie ... jestem bezinteresowny i nie będę wykorzystywał heroizmu do takich płytkich celów jak podryw ... zwłaszcza że mojego skarba już mam i jest przenajzajebistrzy ... ale mimo wszystko stoję pewnie na pokładzie EMObusu i czujnię lustruję otoczenie ... po 2 sekunadach mi się znudziło i myślę o jakimś twórczym zajęciu ... i nagle olśnienie - pomyślałem sobie że ci wszyscy ludzie ! wokół mnie! jeszcze nie wiedzą jaką mam zajebistą mp3-ujkę! Grzebię w kieszeniach mojej zajebistej ( a jak! ) kurtki i z gracją wkałdam sobie słuchawki do uszu i ostentacyjnie udaję że szukam jakiegoś specjalnego utworu . Po 3 minutach jak już wszyscy wiedzą kto tu rządzi puszczam coś i daję max głośność żebym nie tylko ja się delektował czystym brzmieniem i muzyką której słuchają tylko mistrzowie i ludzie mający zajebistą sami-wiecie-co ... łeb mnie już zaczyna napier***ać od muzy ale jestem twardzielem i wytrzymuję bez żadnej oznaki słabości na twarzy ... jeszcze chwilę udaję że coś tam zmieniam w ustawieniach ( czuję że oczy wszystkich, zwłaszcza lasek - tych półnagich! - są zwrócone na mnie i mój cudowny sprzęt - czuję się jakbym odbierał Oscara albo coś ) i nagle ... facet siedzący koło mnie wyciąga jakieś new-pro-mp3 z nie normalnie dużym wyświetlaczem i bajeranckim kolorowym wyglądaem i świeci ludziom tym kurestwem po oczach... potem tylko coś tam nacisnął w 2 sekundy i schował do kieszeni zostawiając ludzi w stanie niedosytu organoleptycznego ... moja mp3-ujka pod wpływem zazdrości ( i teraz już braku użyteczności ) powędrowałą do kieszeni ... w końcu wyłączyłem muzę i powróciłem do motywu herosa stojącego dumnie i lustrującego otoczenie ... od tego momentu przestaję się chwalić swoimi gażdżetami ... K dalej jedzie pzred siebie ...
K-aczuszka pzrejechała ledwie jeden przystanek a ja już zdążyłem uratować człowiekowi życie, oczarować kupę ludzi i pochwalić się ( przynajmniej pzrez chwilę ) moim ZEN-ikiem ... no i oczywiście nie liczę tego że bus ma zaszczyt posiadać mnie za pasażera a moją kurtkę za relikt ... gdyby o moje zdanie szło to bym autobus z tej okazji kanonizował ale skromny ze mnie człek i nie będę nikomu takimi rzeczami tyłka zawracał ... nie ten autobus to inny ... jak się mozecie domyślać od 10 sekund stania w banie zaczeło mi się starsznie nudzić ... w kieszeni bluzy miałem książkę ale musiałbym rozpinać kurtkę i wogóle się zmęczyć i robić kupę kompromitujących mnie ruchów więc nie ... zdecydowałem się na przeczekanie tej monotonii atmosfery ... moze z następnym przystankiem wsiądą jakieś nowe pół-nagie królewny nie wiedzące że facet obok ma w kieszeni sprzęt 1000 razy droższy od mojego i za cenę którego można by wykarmić całą afrykańską wioskę a wtedy ja wyciągnę swojego Creativa Zena i udam że coś tam mnie w nim intryguje ... nie będą mogły się oprzeć ... jestem piękny. Ale oczywiście nie ... życie brutalnie zdeptało moje marzenie w którym zdąrzyłęm się już zakochać ... na przystanku wysiadły wszsytkie towary a wsiadło jakieś stare małżeństwo ... na początku myślałem że to kobieta z psem ale nie ... mąż z żoną ... chyba. Ale że nawet ja potrafie zobaczyć plusy tam gdzie wszyscy widzą samych facetów i zajmuję jedno z wolnych miejsc koło mnie. Staram się nie myśleć o tym że kurtka będzie pogniecona ... trapi mnie to że NUDA panuje wszem i wobec ... ale na szczęście kolejny przystanek i wsiadły dwie ciekawe osoby ...
Pamiętacie EMOludków z tramwaju? Zaczynam żałować że się jednak do nich nie przyłączyłem. Do K-aśki wsiadły 2 lachony. Nie wiem kto im pozwolił ani jakim prawem się kierowały ale zajeły VIP-owskie miejsca za mną i zaczeły pier***** głupoty ... jak to dziewcz ... eee ... jak to zazwyczaj bywa jak znajomi siedzą razem .No ale myślę sobie ... nie będę ich podsłuchiwał ... nie lubie tego robić ... ale za to lubię robić rzeczy których nie lubie ... a po drugie się nudziłem i musiałem czymś zająć myśli ... więc udając że oglądam przewijający się krajobraz pozamykanych sklepów za oknem zaczełem słuchać o czym one tam nawijają ... po 30 sekundach doszedłem do wniosku że faceci powinni się bać znajomości zawieranych pzrez internet itp. ... czemu? ... dwa lachony nazwijmy je proporcjonalnie do ich wyglądu Esmeralda i Genowefa ... prowadziły dialog który szedł mniej więcej tak:
G: Ej to gdzie możesz się z nim umówić?! Jak mu to powiemy?
E: Najpierw trzeba mu napisać żę we Wrocławiu ... no wiesz ... to taki meeting-place ... miejsce spotkań ... trzeba mu to jakoś powiedzieć że tu będzie idealnie i wogóle
G: No to pisz pisz (podaje jej telefon)
E: (coś tam pisze i podaje koleżance telefon) I jak?
G: co to kur** jest "jedz" ?
E: Oj miało być jedź ... on zrozumie a zresztą popraw to jak chcesz i wyślij!
G: Napisałaś mu że jesteś z Kielc? Lepiej mu napisz że z Warszawy.
E: Czemu?
G: Nie wiem jakoś tak fajniej! Pisze że Warszawa. Okej poszło!
E: (odebrała smsa) O zobacz co pisze!
G: O to mu napisz teraz że czekasz (bla bla bla).
E: Okej tak może być?
G: Ok ślij. Wiesz ale ty zapłacisz za te smsy poza strefą! Strasznie dużo!
słucham tego dialogu i zastanawiam się czy facet który czeka teraz na tego smsa od swojej cudownej nieznajomej nie ma znaku zodiaku wskazującego jego poziom intelektualny .. wiecie ten znak na "B" ... obie laski jeszcze chichotały o czymś i sikały po nogach z podniety ... chyba myślały o jakimś miejscu spotkania i nie mogły dojść do porozumienia ... ja zaczełem dumać nad tym co one mówiły o strefach ... co one kur** astronautę poznały cz jaki uj? Się zaczełem zastanawiać czy facet jest pilotem i ma włąsny samolot czy mu się zwyczajnie nudzi jak mi czy też w swoim mieście jest już tak znany z aktywności pro-seksualnej że musi szukać lasek poza granicami włąsnego hrabstwa ... nie wiem ale świeć panie nad jego duszą ... kolejny przystanek właśnie nastąpił i wlało się teraz tyle ludzi że aż pogratulowałęm sobie w duchu zajęcia miejsca siedzącego ... porzuciłem dalsze podsłuchiwanie lachonów na rzecz skupeinia swojej uwagi na tym żeby mi ktoś nie pobrudził mojej zajebi itd. kurtki ... ludzi było dużo ... za dużo ... zacząłem myśleć gdzie oni wszyscy tak kur** jadą o tej porze ,,, K jechało dalej pzred siebie ..
CDN ...
_________________ #Może nie zrobimy więcej niż jesteśmy w stanie, ale postarajmy się, żeby to nie było dużo mniej#
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum